|
Dziś jest: Sobota, 4.02.2012 r
WYBIERZ STRONĘ:POLECAMYPROMOCJA W WYSZUKIWARKACHSZKOLENIA |
JESTEŚ TUTAJ:CAŁA WŁADZA W RĘCE... NO WŁAŚNIE: CZYJE? gazeta: GAZETA WYBORCZA - POZNAŃ (2012-02-04) str.: 6
CAŁA WŁADZA W RĘCE... NO WŁAŚNIE: CZYJE?
Prezydenci powinni mieć więcej władzy - przekonuje Ryszard Grobelny, prezes Związku Miast Polskich. Działacze ruchów miejskich w całym kraju są przeciw - uważają, że planowane zmiany przepisów wprowadzą niemal ?dyktaturę prezydentów
Gorący spór zaczął się od publikacji ?Gazety. W ubiegłym tygodniu na stronach ogólnopolskich opisaliśmy przygotowany przez prezydenta Bronisława Komorowskiego projekt ustawy o wzmocnieniu udziału mieszkańców w działaniach samorządu terytorialnego. Znalazły się w nim także zapisy znacznie wzmacniające pozycję wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Mówią m.in. o tym, że w referendum nad odwołaniem prezydenta musi wziąć udział co najmniej tylu ilu mieszkańców, ile wzięło udział w wyborach (obecnie wystarczą 3/5). Projekt przewiduje także, że prezydenci będą mogli być jednocześnie senatorami.
Taki postulat podczas ubiegłorocznych wyborów parlamentarnych zgłaszał samorządowy ruch Obywatele do Senatu prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza, który postulował przekształcenie Senatu w tzw. izbę samorządową. Dziś, komentując prezydencki projekt ustawy, Dutkiewicz mówi: - Samorządowcy są w Polsce jedyną grupą dyskryminowaną przez przepisy. Dlaczego minister może być posłem, profesor wyższej uczelni senatorem, a prezydent miasta w Senacie już zasiadać nie może?
To samo pytanie stawia prezydent Gdyni Wojciech Szczurek, ale nie łudzi się, że nowe przepisy przejdą w parlamencie. - Związek zawodowy pod nazwą ?partia polityczna zapewne się na to nie zgodzi - podkreśla.
O projekcie ustawy wzmacniającej prezydentów miast rozmawiamy z Ryszardem Grobelnym, prezydentem Poznania i szefem Związku Miast Polskich (prezydencki pro-jekt to w dużej mierze postulaty ZMP), oraz Lechem Merglerem, liderem stowarzyszenia My-Pozna-niacy i współorganizatorem Kongresu Ruchów Miej skich, który nie chce planowanych zmian przepisów.
Prezydenci miast powinni mieć więcej władzy
ROZMOWA Z
Ryszardem Grobelnym*
Michał Wybieralski: Zgodnie z projektem ustawy przygotowanym przez Bronisława Komorowskiego, prezydenci miast mogliby być jednocześnie senatorami. Przysługiwałby im wtedy immunitet parlamentarny...
Ryszard Grobelny: Postulat łączenia funkcji prezydenta i senatora ZMP podnosi od 1991 r. Takie rozwiązanie obowiązywało w drugiej połowie lat 90., ale zostało uchylone. Przekształcenie Senatu w izbę samorządową to też jedyny niezrealizowany w pełni postulat Solidarności z sierpnia 1980 r. Prezydenci są za tym, ale wiemy, że do przekształcenia Senatu wymagana jest zmiana konstytucji, co nie jest łatwe. Jednak bez zmiany ustawy zasadniczej można by dopuścić samorządowców do pracy w Senacie, ich doświadczenie by się tam przydało. A wyobraża pan sobie, by prezydent dużego lub średniego miasta mógł
Ryszard Grobelny:
- Nie znajduję w projekcie ustawy prezydenckiej zapisów, które wzmacniałyby rolę prezydenta kosztem rad miast i gmin
Lech Mergler:
- Ta ustawa powinna być skonsultowana z organizacjami z całej Polski, zrzeszającymi aktywnych mieszkańców i gruntownie poprawiona. Demokracja nie polega na wszechwładzy prezydentów
rzetelnie sprawować obie funkcje? Pan miałby na to czas?
- Senatorem i prezydentem Wrocławia był jednocześnie Bogdan Zdrojewski [dziś minister kultury - red.] i godził te funkcje. Co więcej, był uznawany za jednego z najlepszych prezydentów. Aleja osobiście nie zdecydowałbym się na takie rozwiązanie. Nie byłbym w stanie podołać tym obowiązkom jednocześnie, bez rezygnacji z jednej z funkcji, które dziś pełnię.
O ustawie prezydenckiej mówi się, że wprowadza ?dyktaturę prezydentów.
- Nie znajduję tam zapisów, które wzmacniałyby rolę prezydenta kosztem rad miast i gmin. Prezydenci już dziś pełnią funkcje i wykonawcze, i zarządzające. Ale amerykański ekonomista zajmujący się studiami miejskimi prof. Richard Florida przekonywał podczas spotkania w Poznaniu, że prezydenci powinni mieć więcej władzy.
Pan jednak rządzi od kilkunastu lat bez większości w radzie. I doskonale radzi sobie z realizowaniem swojej wizji i zamierzonych inwestycji. Czyli można sprawnie rządzić bez dodatkowych narzędzi.
- Nikt nie mówi, że nie można. Uważam jednak, że podział władzy między radą a prezydentem jest nieprawidłowy. Radni powinni wyznaczać cele, tworzyć i uchwalać strategie, przeznaczać na nie środki i pilnować realizacji. Prezydent powinien wykonywać ich wolę. Jestem więc za przyznaniem radom większych kom-petencji strategicznych, ale też zmniejszeniem kompetencji szczegółowych. Bo dziś np. radni nie mogą decydować o uchwalaniu programów oświatowych, ale muszą podejmować decyzje o wielkości okręgów szkolnych. Dla odmiany uważam, że w sprawie planowania przestrzennego to rada powinna mieć największe kompetencje. Od jej decyzji powinno zależeć nie tylko uchwalenie planu zagospodarowania, ale też wydanie decyzji o warunkach zabudowy dla obszarów, gdzie nie ma planu.
Ustawa miałaby podnieść próg ważności referendum w sprawie odwołania prezydenta. Dziś taka droga pozbycia się złej władzy i tak jest już bar-
dzo trudna, po co więc kolejne utrudnienia?
- A dlaczego o odwołaniu prezydenta lub burmistrza miałoby decydować mniej ludzi niż o jego wyborze? Potrafię wyobrazić sobie sytuację, gdy większość mieszkańców wybiera prezydenta, następnie mniejszość go odwołuje, a większość znowu wybiera. Błąd logiczny. Zwracam też uwagę, że kiedyś do odwołania prezydenta w referendum niezbędny był udział 50 proc. mieszkańców, potem obniżono próg frekwencji. Prezydentów zmieniono ostatnio w Częstochowie i Łodzi (w referendum), czy w Szczecinie i Bydgoszczy (w wyborach). A więc tam, gdzie społeczność lokalna chce dokonać zmian, może je przeprowadzić.
Ustawa prezydencka ma wzmocnić udział mieszkańców w samorządzie
- tak przynajmniej wynika z jej nazwy. Dlatego dobrym pomysłem byłoby wprowadzenie - przynajmniej w zakresie pewnego procentu wydatków - budżetów partycypacyjnych, czyli układanych przez samych mieszkańców. Tego domagają się ruchy miejskie z całej Polski.
- Ale kto ma reprezentować wszystkich mieszkańców przy układaniu takiego budżetu, jak nie radni? To musiałoby być referendum, bo ogólna wola mieszkańców jest ponad wolą prezydenta i rady. Jednak referenda w takich sprawach są nieprawdopodobnie trudne do przeprowadzenia. Wyobrażam sobie, by mieszkańcy przyjmowali w nich plany inwestycyjne na kilka lat. Ale wcześniej ktoś - np. prezydent - musiałby przygotować kilka wariantów takich planów. Dziś na pewno nie jesteśmy jeszcze gotowi na takie referenda. Musimy doskonalić obecne narzędzia konsultacji społecznych, partycypacji, dialogu między władzami a mieszkańcami. Ja jestem zwolennikiem stopniowego oddawania władzy i pieniędzy różnym grupom społecznym czy np. radom osiedli. To trudny i długotrwały proces, ale może zwiększyć efektywność miejskich wydatków. O
Rozmawiał Michał Wybieralski
* RYSZARD GROBELNY - prezydent Poznania, prezes Związku Miast Polskich
To będzie ?dyktatura prezydentów
ROZMOWA Z
Lechem Merglerem*
Michał Wybieralski: Kongres Ruchów Miejskich, zrzeszający organizacje obywatelskie z kilkunastu miast, protestuje przeciw projektowi ustawy przygotowanej przez prezydenta Bronisława Komorowskiego. Dlaczego? Lech Mergler: Bo choć jej nazwa sugeruje zwiększenie udziału mieszkańców w samorządzie, w rzeczywistości wprowadza niemal ?dyktaturę prezydentów i lokalnych polityków! I znacznie utrudnia inicjatywy mieszkańców. Przykła-demmogąbyćzapisyoobywatelskiej inicjatywie uchwałodawczej, którą musiałaby zająć się rada miasta. PrezydentKo-morowski chce, by pod taką inicjatywą musiało się podpisać aż 15 proc. uprawnionych do głosowaniawdanej gminie i nie może być to mniej niż 600 osób. Ale dziś w wielu miastach inicjatywa uchwa-lodawczajest dużo prostsza, np. w Sopocie wymaga zebrania jedynie 200 podpisów, w Słupsku 400. Co więcej, te 15 proc. uprawnionych do głosowania to więcej, niż wymagana liczba do wywo-lanialokalnego referendum. Chodzi więc o to, by radni nie musieli zajmować się inicjatywami mieszkańców. Nie podoba wam się też możliwość łączenia mandatu prezydenta i senatora. - Ba pierwsze, nie da się rzetelnie sprawować obu tych odpowiedzialnych funkcji. Po drugie, senatorowie są objęci immunitetem. To oznacza, że prezydentom nie można byłoby stawiać zarzutów karnych, albo że mogliby się przed nimi chronić i grać na przedawnienie. Przypomnę, że prezes Związku Miast Polskich i prezydent Poznania Ryszard Grobelny siedzi na ławie oskarżonych w ciągnącej się od lat sprawie o działalność na szkodę miasta - chodzi o sprzedaż terenu parku po zaniżonej cenie, na którym później firma Grażyny Kulczyk postawiła centrum handlowe Stary Browar. Ale nie tylko zapis o możliwości zasiadania w Senacie i immunitecie czyniłby prezydentów ?nieodwołalnymi. Do zmian władzy w największych polskich miastach dochodzi dziś niezwykle rzadko. Wkampanii wyborczej prezydenci korzystają z najpotężniejszych sztabów i agencj i PR - urzędów miasta, które z całych sił pracują na ich reelek-
cję. Dodatkowo prezydentów nie dałoby się usunąć w ramach referendum o ich odwołaniu. Bo ustawa prezydencka zakłada ?blokadę -kolejny warunek, że jego wynik byłby ważnyjedynie w przypadku takiej samej frekwencji, jak w wyborach (obecnie to 3/5). Taka frekwencjawreferendumlokalnymjest niemal niemożliwa. Co więc proponujecie w zamian? - Ta ustawa powinna być skonsultowana z organizacjami z całej Polski zrzeszającymi aktywnych mieszkańców i gruntownie poprawiona. Demokracja nie polega na wszechwładzy prezydentów, decyzje o przyszłości swojego miejsca życia podejmują mieszkańcy, w sposób bezpośredni lub poprzez swoich przedstawicieli. W tej ustawie powinny znaleźć się zapisy usprawniające wywołanie referendów lokalnych w ważnych sprawach (np. lokalizacji kontrowersyjnych inwestycji, jak spalarnia śmieci) i wprowadzające budżety partycypacyjne, czyli układane przez samych mieszkańców. To rozwiązanie z powodzeniem stosowano włdlkudzie-sięciu miastach na kilku kontynentach. Warto zastanowić się też nad zmianami wordynacji wyborczej do radmiast i gmin. Dziś preferuje ona duże partie polityczne z kapitałem na prowadzenie kampanii wyborczych. Oddolnym ruchom obywatelskim, za którymi nie sto-ją subwencje z budżetu państwa, ciężko się przez to przebić. Za przykład może posłużyć nasze stowarzyszenie My--Poznaniacy, które w poprzednich wyborach do rady miasta zdobyło ok. 9,5 proc. poparcia, ale przez tę ordynację nie zyskało żadnego mandatu. Rozwiązaniem nie są na pewno jednomandatowe okręgi wyborcze, o których mówi się również w Kancelarii Prezydenta. One jeszcze bardziej zabetonująlokal-ne sceny polityczne. Przeprowadziliśmy symulację w oparciu o wyniki poprzednich wyborów samorządowych i podzieliliśmy Poznań na okręgi jednomandatowe. Z naszej analizy wynika, że PO zdobyłaby sporo ponad 30 mandatów w37-osobowej radzie miasta, przy poparciu ok. 40 proc. głosujących. To byłby monopol jednej partii. O
Rozmawiał Michał Wybieralski
*LECH MERGLER-współorganizator Kongresu Ruchów Miejskich, lider stowarzyszenia My-Poznaniacy
Źródło: PRESS-SERVICE Monitoring Mediów
|
NEWSLINE POLECA |