|
Dziś jest: Wtorek, 22.05.2012 r
WYBIERZ STRONĘ:POLECAMYPROMOCJA W WYSZUKIWARKACHSZKOLENIA |
JESTEŚ TUTAJ:Adam Łaszyn o polskich politykachJak oceniłby Pan relacje między polskimi politykami a mediami? One są jak trudne małżeństwo, ale na pewno ten związek jest trwały. Zarówno politycy nie mogą istnieć bez mediów, jak media nie mogą istnieć bez polityków. Proszę zobaczyć, że absolutna większość materiałów w programach informacyjnych jest właśnie ze świata polityki. Oni są nawzajem sobie potrzebni. Nie sądzę, żeby to było bardzo udane małżeństwo. Jak w każdym jest bardzo dużo kłótni, ale na pewno jest to związek trwały. Czy można zauważyć tutaj jakieś wyraźne trendy? Jest pewien wyraźny i zarazem niepokojący trend. Mianowicie mamy do czynienia z bardzo postępującą teatralizacją życia politycznego w mediach. To oczywiście jest generowane poprzez same media, które nagłaśniają takie teatralne gesty. To w nich pojawiają się i eksponuje się takie osoby jak pan Cymański czy pan Palikot. Z przykrością to stwierdzam, ale te osoby stają się powoli najbardziej rozpoznawalnymi twarzami i przedstawicielami swoich partii. A to, wydaje mi się, jest z dużą niekorzyścią zwłaszcza dla świata polityki. Ludzie mają dosyć negatywny stosunek do polityki w ogóle. A jakby nie patrzeć, polityka ma kapitalny wpływ na życie każdego z nas. Jeżeli dochodzi do tego jeszcze błazenada to ten wizerunek polityka i sfery polityki nie tylko się osłabia, ale wręcz pikuje w dół. Czy wzajemne oczekiwania polityków i mediów nie są przeciwstawne? Klucz polega na tym, by znaleźć obszar, w którym jest wilk syty i owca cała. Jest cała sfera informacji i spraw, które politycy chętnie by widzieli w mediach, ale media niechętnie się takimi rzeczami zajmują, bo są albo nudne, albo traktują je jako propagandę, tudzież kryptoreklamę. Istnieje też ogromna sfera informacji, których politycy nie chcieliby widzieć w mediach. Chcieliby uniknąć, aby w mediach się one nie pojawiały. Natomiast media bardzo chętnie je pokazują. To są wszelkiego rodzaju afery, ujawnianie jakiś rzeczy – wszystko to co politycy mogliby nazwać jako „zła prasa”. Pytanie, jak znaleźć wspólny obszar interesujący dla mediów jak i polityków. Ekscesy posła Palikota czy posła Cymańskiego spełniają to kryterium, ale wciąż nie spełniają kryterium jakościowego. To nie tylko jest kwestia znalezienia wspólnego języka. Pracować nad tym muszą obie strony, ale więcej wysiłku powinni chyba włożyć politycy. Zawsze znajdzie się jakieś medium, które kupi błazenadę i będzie ją pokazywać. Natomiast można oczekiwać, że świat polityczny łatwiej się może dogadać we własnym gronie tak, aby eliminować błazenadę i w ten sposób podnieść poziom merytoryczny tego co się mediom oferuje. Jakich rad udzieliłby Pan politykom i dziennikarzom aby polepszyć te relacje? Dziennikarze to taka sfera zawodowa, która generalnie nie lubi jak ktokolwiek daje im rady, więc pozwoli pan, że aby nie narazić się na negatywny stosunek ze strony dziennikarzy odmówię odpowiedzi na to pytanie. Jeżeli zaś chodzi o polityków to mam pewien apel i radę do przekazania. Wizerunek jest najcenniejszą rzeczą jaką ma polityk. Atrakcyjny medialnie wizerunek da się stworzyć nie tylko poprzez błazenadę. Jeżeli polityk chce iść tropem de Gaulle’a czy Churchilla to musi pamiętać, że oni świetnie zdawali sobie sprawę z tego jakie znaczenie mają media. Churchill potrafił pięknie i błyskotliwie określać różne rzeczy, ale nigdy nie schodził do pewnego poziomu, gdzie język przestaje być prosty a zaczyna być prostacki. Aby nie wyjść na prostaków, niech nie używają prostackich narzędzi i prostackiego języka. Czy zgadza się Pan z opinią niektórych polityków, którzy uważają, że media w Polsce nie są polskie, tylko polskojęzyczne? To jest absolutna bzdura. W polskich mediach pracują polscy dziennikarze, którzy lepiej lub gorzej oceniają potrzeby polskich czytelników. Żyjemy w Unii Europejskiej, gdzie liczy się interes Europy, a nie tylko pojedynczych narodów. Eliminowane są elementy, które doprowadziły do dwóch wojen w ubiegłym wieku. Proszę zobaczyć, że te wymienione zarzuty dotyczą w praktyce tylko prasy a nie telewizji. Wchodzi Murdoch do Pulsu, ale to jest wciąż marginalna stacja. Kluczowym stacjom telewizyjnym w Polsce, które mają gigantycznie większy wpływ na odbiorców niż prasa, nie można postawić takiego zarzutu. Oskarżenie wydaje mi się kompletnie śmiesznie. „Rzeczpospolita” widziana jest np. jako dziennik prezentujący opcje Prawa i Sprawiedliwości. Nie jakiś skandynawski typ widzenia, mimo, że wydawana jest przez kapitał norweski, czy także brytyjski w jakimś tam stopniu. Jest to więc absolutnie bzdurny argument i obrażający polskich dziennikarzy. _____________________ Adam Łaszyn, prezes zarządu Alert Media Communications, wykłada na London School of Public Relations, Uniwersytecie Warszawskim i Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie Rozmawiał Michał Olędzki |
NEWSLINE POLECA |