Wywiad z Tomaszem GUTT - animatorem,
www.animatorzy.com
Wg definicji Public Relations jest to kreowanie wizerunku i budowanie pozytywnych relacji, podobnie jak Państwo opisują swoją działalność. Tak więc gdzie jest różnica pomiędzy PR a animacją?
Jedna z definicji PR mówi, iż stanowi on funkcję marketingowego wsparcia produktu lub organizacji, a także wg Jamesa Gruniga - jest to zarządzanie komunikacją pomiędzy organizacją a jej publicznościami.
Animatorzy stanowią niestandardową formę wsparcia marketingowego, gdyż w swych działaniach staramy się być maksymalnie skuteczni. W związku z tym, w swojej pracy opieramy się nie tylko na standardowych mechanizmach marketingowych, ale też "wyłuskujemy" to co najlepsze z innych dziedzin jak np. psychologia (zwłaszcza psychologia tłumu), socjologia, techniki wywierania wpływu, mowa ciała, reklama, marketing, PR, itp. Są to w związku z tym wszystkie niezbędne rzeczy potrzebne w kreowaniu wizerunku a zwłaszcza budowaniu relacji i umiejętnym komunikowaniu się z ludźmi. Więc pewna różnica jest.
Czerpią Państwo z praktyk Public Relations? Przykładowo jakich?
Wszystko jest umotywowane potrzebą klienta i sytuacją. Czasem stosujemy standardowe praktyki PR-owe, gdyż są one niekiedy bardzo dobrym punktem wyjścia, jak np. model RACE, a w bezpośrednich działaniach ze społeczeństwem jest to bardzo często marketing partyzancki i tworzenie efektu "lawiny". Staramy się tak oddziaływać na społeczeństwo aby stawali się nieświadomie "promotorami" danej marki lub zachowań. Ciekawym miejscem na sprawdzanie tych metod są imprezy masowe lub promocyjne. Nawet kilku dobrych animatorów może poruszyć salę do gromkich braw czy skandowania określonych haseł. Trzeba tylko wiedzieć jak.
Czy współpracują Państwo z PR-owcami?
Owszem współpracujemy, również ze specjalistami od wizerunku i marketingu politycznego. Niekiedy wspólnie pracujemy nad różnymi projektami, prowadzimy wzajemne konsultacje i współpraca układa się bardzo dobrze. Nie stanowimy dla nich konkurencji. Stawiamy na współpracę i partnerstwo. Czasem nawet pełnimy funkcję podwykonawców projektów organizowanych przez większe firmy, działające dłużej na rynku, a czasem działamy indywidualnie. Jeśli klient zgłosi się do nas, a nie do typowego PR-owca, to mogę się tylko cieszyć.
Kiedy animator musi zamienić się w krytykanta?
Kiedy animator musi zamienić się w krytykanta to po prostu wypełnia swoją pracę, ale najważniejsze jest aby był przede wszystkim doradcą i strategiem – to jego rola w planowaniu i osiąganiu maksymalnej skuteczności. Nikt samym krytykanctwem jeszcze nic nie osiągnął. A czy w ogóle musi? Oczywiście że nie. Są sytuacje, które tego nie wymagają. Wszystko jest uzależnione od sytuacji i specyfiki zleceń.
Praktyki, które stosują Państwo wydają się innowacyjne, czy raczej tradycyjne?
Zakładając firmę, wiedzieliśmy, że musimy się wyróżniać w swych działaniach od innych. Praktyki, które stosujemy są pewnego rodzaju transformacją tego co do tej pory było z niewątpliwe dużą dozą naszych pomysłów. Zwłaszcza kiedy mówimy o animowaniu wszelkiego rodzaju eventów. Nie zapominajmy, że praca animatora to nie tylko kampanie marketingowe, reklamowe, czy polityczne. Jest to również przygotowywanie i prowadzenie rozmaitych imprez o charakterze rozrywkowym jak wyjazdy integracyjne, pikniki (ostatnio organizowany razem z firmą MT Development w Radzyminie, z okazji „Cudu nad Wisłą”), imprezy plenerowe jaką był np. „Świąteczny Konwój Coca-Coli” czy „Gala Polski Przedsiębiorczej”. Są to doskonałe miejsca do pracy, gdzie nie tylko dba się o dobry wizerunek klienta i budowanie pozytywnych relacji, ale niesie się też radość i dobrą zabawę wszystkim. Animatorzy są również świetnymi specjalistami od rozrywki. Jeden z naszych znajomych specjalistów od kreowania wizerunku powiedział kiedyś, że za nami pójdą nawet płyty chodnikowe. I przyznam otwarcie, że chyba coś w tym jest.
Wywiad przeprowadziła: Barbara Jurek